W oczekiwaniu na ultra debiut

Nowy miesiąc, święto pracy, wolne, a mnie nie opuszczają ani na moment myśli o zbliżającym się wielkimi krokami debiucie w biegu ultra. Dziś na treningu postanowiłem na chwilę wywiać szybkim biegiem galopujące w głowie myśli, zmieniłem audiobooka na standardową listę biegową. Chyba się udało – tempo 4:46 min/km skutecznie zablokowało myślenie o bardziej złożonych problemach. Jednak teraz postanowiłem pomyśleć o tym wszystkim właśnie Tu.

 

Niby nic, niby dystans “jedynie” dłuższy o 8 kilometrów od maratonu, ale jednak myśli są. – Co będzie jak odetnie mi prąd po 40 kilometrze? – Czy dam radę?  Zdawało mi się, że po Krakowskim Maratonie (kto nie czytał klik) nastąpiło przełamanie jeśli chodzi o denerwowanie się startem, ale to będzie coś nowego, coś nieznanego, trzeba będzie na nowo wyznaczyć swoje granice, sprawdzić gdzie są i jak bardzo uda się je przesunąć. Tym właśnie dla mnie jest bieganie: stałym przesuwaniem granic swoich możliwości gdzieś dalej. Satysfakcja płynąca z tego faktu jest jedną z największych jakich dane mi było doświadczyć w życiu, mimo że bardzo często (niemal zawsze) jest bolesna.

 

II Ultramaraton Podkarpacki, odbywa się na moim terenie, końcówka trasy biegnie drogami, które mam przebiegnięte wielokrotnie w każdą możliwą stronę, we wszystkich warunkach. Będzie to mała impreza, w odróżnieniu od dwóch poprzednich startów, niemal kameralna i dobrze, może będzie okazja do zaznania magicznej samotności długodystansowca (w sensie zarówno dosłownym jak i mentalnym), wyobrazić sobie, że ucieka się w pojedynkę przed wrogą armią, albo obławą (ehh zanucę sobie “Obławę” Kaczmarskiego).  Nie będę jednak tak do końca samotny na tej imprezie, ma dłuższej trasie będzie leciał mój rzeźnicki partner Wojtek, a wśród najlepszego biegowego teamu ever będzie – Matka BO i Robert, którzy razem ze mną będą się zmagać z najkrótszą trasą. Do imprezy został tydzień, po dzisiejszym tempowym szaleństwie, teraz będę się już szanował (na pewno!). Ten bieg jest ostatnim długim wybieganiem przed Rzeźnikiem założenie jest takie, że nie przekroczę 5:30:00, ale to wszystko zależy od tego jaka będzie pogoda, jeśli będzie upał może być ciężko, ale jestem dobrej myśli.

 

To chyba dobry czas na podsumowanie pierwszych czterech miesięcy roku. Zaliczyłem w tym czasie 751 kilometrów, z czego ponad 100 na zawodach. Przebiegłem bez konkretnego przygotowania Zimowy Maraton Bieszczadzki, poprawiłem życiówkę w półmaratonie (Warszawa) i maratonie (Kraków), uczyłem się na żywej tkance odpowiedzialności za biegaczy (zającowanie na Półmaratonie Rzeszowskim). Tak jak napisałem wyżej, w ciągu najbliższego miesiąca czekają mnie dwa ważne sprawdziany przed Biegiem Rzeźnika – ultramaraton, a tydzień później jadę pozwiedzać z Pąpkinsami Bieszczady na biegowo. Zbliża się wielkimi krokami czas prawdy i trochę się boję, ale bardziej nie mogę się doczekać. Witaj PRZYGODO jesteś już tak blisko!