Tak Przebiegał 2014 rok – podsumowanie

No i już, koniec i bomba, kto nie biegał ten trąba. 2014 przeszedł do historii, a na tron panowania (czy też przemijania) wkroczył 2015 rok. Pyk i minęło, jak to się mówi, jak ze sznurówki buta biegowego strzelił. Rok się zakończył, czas wyskrobać z pamięci zakamarków, endomondziaków, dysków komputera i innych schowków gdzie zapisuje się wspomnienia, podsumowanie tego roku.

O roku ów, coś właśnie się zakończył w naszym kraju…. Byłeś niesamowity nafaszerowany endorfinami jak dobra kasza skwarkami. Chciałbym to podsumowanie napisać w telegraficznym skrócie, ale nie wiem czy potrafię. Postaram się być za to chronologiczny, bo historykowi (nie mylić z histerykiem) to wypada.

Rozpocząłem Cię nie do końca świeży, na mega kacu dwoma żałosnymi kilometrami, przebiegniętymi w godnym pożałowania tempie, ale… Apetyt szybko urósł, a śluby niemal rycerskie poczyniwszy nie mogłem tego biegania zaprzestać. Założyłem trzy starty, które z jedną lekką modyfikacją wykonałem (zamiana maratonu w Krynicy na maraton Warszawski). Z planowanych trzech startów zrobiło się pięć, a miało być sześć i w każdym z dwoma małymi niedosytami udało się ustanowić rekord życiowy. Szósty z powodu choroby, maraton na moim terenie, odpuściłem z bólem serca.

Start 1 – VII Półmaraton Rzeszowski (relacja klik) – cel złamać 2h. Wynik 1:55:00 🙂

Gdzieś w międzyczasie urodziła się idea zostania filipidesem. I tak na przełomie kwietnia i maja przyszedł na świat najpierw facebookowy profil (klik kto nie był, a lajki mile widziane), a nieco później powstał blog, którego nie wiem czy ktoś czyta, ale prowadzenie go sprawia mi mnóstwo frajdy.

Start 2- 13. Cracovia Maraton (relacja klik) – cel ukończyć dystans królewski 42 195 m. Wynik nie powala, ale to debiut 4:33:56, więc chyba można wybaczyć.

Nie sposób też nie napisać o rywalizacji z Jackiem, którego znacie z tego bloga. Założył on piękną inicjatywę na Endomondo pod nazwą 1000 km biegusiem w rok (pisałem o niej tu). Zająłem w niej zaszczytne drugie miejsce przegrywając zaledwie o 70 kilometrów.

Start 3 – I BMW Półmaraton Praski. Chyba mój zawód sezonu miała być megaszybka połówka, a wyszła z tego pustynia wodna nie ukrywam, że trochę z mojej winy (kto nie czytał klika), ale życiówka pękła 1:52:14  więc nie skreślam tego startu tak całkowicie.

Start 4 – 36. PZU Maraton Warszawski, jak na razie moja perła w koronie. Bieg z założonym złamaniem 4h. W połowie tygodnia przed startem, ból pleców i strach, że nie wystartuję, że nie ukończę, że w ogóle będzie kupa. Jednak szlachectwo obliguje, do bycia ponad krew (ból) pot i łzy. A to szlachectwo to przynależność do drużyny Smashing Pąpkins (jak dla mnie biegowy Dream Team), do której dołączyłem właśnie przed tym biegiem. Wynik 3:59:55 była moc (tu wiadomo co) Warszawo jesteś magiczna!

Przy okazji należy wspomnieć, że przez cały rok spotykałem i poznawałem mega, ultra pozytywnie zakręconych ludzi, a to ze Smashing Pąpkins, a to z ekipy Beskid TV gdy robiliśmy wspólnie relację z Rzeźnika. Jest Was tak wielu, że nie sposób wymieniać wszystkich z imienia, ksywy po prostu żeby kogoś nie pominąć. Pozwolę sobie wymienić troje z nich: Matka BO – tak, to znana z bloga (i spektakularnych upadków) BO (kto nie czytał klik), z którą mam przyjemność mieszkać w jednym mieście i być razem w drużynie Smashing Pąpkins. Ojciec Krasus także autor bloga (klik tutaj koniecznie) i także Pąpkins. Obydwoje jesteście moimi Idolami, a Wasze słowa skutecznie motywowały mnie w różnych momentach tego roku. Także jesteście Matką i Ojcem mojego warszawskiego sukcesu. Więc jakbyście kiedyś potrzebowali kogoś do zakopania zwłok to walcie jak w dym. Jest jeszcze jedna osoba, która towarzyszyła mi przez cały sezon i kibicowała wiernie, choć wcale nie musiała tego robić… Teściu – Ryśku, jesteś wielki, a Twoje: Bartosz – POWOLI! przejdzie do kanonu. Dziękuję Ci ślicznie.

Start 5 – Rzeszowska Dycha w święto Niepodległości cel 45 minut. Z własnej głupoty niewykonany (kto nie wie a chce wiedzieć klik), ale oficjalna życiówka 48:56 była. No i był wtedy mój pierwszy movember 😉

AD 2014 filipidesa w kilku liczbach:

  • kilometry – 1462
  • czas – 137 godzin 59 minut i 9 sekund

Mogę w sekrecie dodać, że trzy osoby udało mi się przeciągnąć na biegową stronę mocy, mam cichą nadzieję że dwie z nich już wkrótce staną na starcie jakiejś biegowej imprezy. Brat Ty wiesz!!!

To tyle jeśli chodzi o podsumowanie, pozostają do zdradzenia plany, ale o nich już wkrótce, wszak 13 stycznia losowanie startówek do Biegu Rzeźnika i wtedy plany na 2015 rok będą już jasne.

 

WSZYSTKIEGO BIEGOWEGO W 2015 roku.