Pamiętam doskonale wyłaniającą się sylwetkę Stadionu Narodowego, kiedy skręciłem w Aleje Jerozolimskie, pamiętam że byłem na mega kryzysie i fizycznym i mentalnym. Spoglądałem na stoper i w głowie liczyłem minuty i sekundy. – Powinno wystarczyć. Chwilę wcześniej wciągnąłem żel z kofeiną, ale zastrzyk energii nie chciał przyjść. Zapas czasu wypracowany na początku biegu zaczynał się…