Ekipa na szczycie

Rzeczy ważne i ważniejsze

Urlop. Kiedy pakowałem się na niego przygotowałem sobie osobną torbę z rzeczami biegowymi, do tego camelbag, bo planowałem długie wybieganie, a kompletu dopełniły dwie pary butów jedne na asfalt drugie, a jakże w teren, bo przecież jadę w Bieszczady. Tak, te Bieszczady, które w zeszłym miesiącu przemierzyłem niemal całe w niespełna szesnaście godzin. Jechałem z rodzinką w okolice Komańczy, w planach była wizyta na Jeziorkach Duszatyńskich, Chryszczatej i Przełęczy Żebrak, oczywiście na biegowo, samemu. Do tego na deser trening podbiegów, na okolicznej górce zwanej malowniczo Krasna. To miał być wyjazd bez social media, bo zasięg w okolicy rzadki, a częste aktualizacje nowego telefonu sprawiły, że limit pakietu danych skończył się zaskakująco szybko (chyba po raz pierwszy).

DSC00876

No Rzeźnicy kto pamięta?

Życie jednak pokazało, że będzie inaczej, nie było biegowych wycieczek, treningu podbiegów i innych biegowych przygód (poza małymi epizodami o czym za chwilę). Nie jechałem przecież na urlop sam, towarzyszyła mi NKE i Hunowie, w planach były także noclegi pod namiotem i inne atrakcje około biwakowe. Gdy dojeżdżaliśmy w środę wieczorem na miejsce wokół szalała burza i nie było mowy o bieganiu. Dzięki uprzejmości gospodarzy nie musieliśmy też spać pod namiotem tylko zostaliśmy przygarnięci do domku.

Bombina variegata czyli obserwacje fauny bieszczadzkiej

Bombina variegata czyli obserwacje fauny bieszczadzkiej

Myśl o tym by zrezygnować w czasie urlopu z biegania wykiełkowała i rozkwitła we mnie następnego dnia, gdy słońce już zapanowało nad okolicą, a wymówek od biegania nie mogło być żadnych. Wtedy to, gdy zakładałem buty mój młodszy syn powiedział – Tatuś idziesz biegać? – a w jego głosie czuć było pewien smutek i zawód, bo zabawa na świeżym powietrzu trwała w najlepsze. I właśnie w tym momencie zapadła decyzja – NIE BIEGAM NA URLOPIE. I wiecie co – to był jeden z najlepszych pomysłów na jaki wpadłem w ostatnim czasie. Spędziłem z bliskimi mnóstwo bezcennego czasu, którego w ciągu tygodnia pracy, obowiązków i treningów nie mogę niestety im poświęcić. Zrobiliśmy łuki i strzały, rozpalaliśmy ognisko, obserwowaliśmy przyrodę, która nie żałowała nam swoich sekretów. I widziałem autentyczny zachwyt w oczach moich dzieciaków, kiedy pokazywałem im kolejną rzecz, której nie można zobaczyć w mieście i której nie pokazałbym im gdybym poszedł biegać. Udało się nareszcie poświęcić im tyle czasu ile chciałem, bo wszystkie obowiązki zostawiłem w domu. Zdobyliśmy Połoninę Wetlińską – pierwszy poważny szczyt chłopaków i “wbiegaliśmy i zbiegaliśmy” z Krasnej (taki mini Rzeźnik), spaliśmy pod namiotem. Wybrałem tydzień bez biegania i ani przez moment nie pożałowałem, czas spędzony z rodziną pozwolił zatęsknić za bieganiem. Wróciłem na głodzie biegania i teraz spokojnie ruszam z przygotowaniami do jesiennego Ultramaratonu Bieszczadzkiego.

Na podejściu

Na podejściu

 

Zdobywcy

Zdobywcy

DSC00879

Komplet na szczycie 😀

Ten urlop i ta decyzja uświadomiła mi ważną rzecz, jestem tylko amatorem, który walczy przede wszystkim ze sobą dopiero w drugiej kolejności z czasem i to czy uda się „zrobić” życiówkę teraz czy może następnym razem nie ma znaczenia. Znaczenie ma natomiast, że jeśli tylko to możliwe na mecie będą na mnie czekać najważniejsze osoby na świecie.