Przebudzenie Tygrysa czyli o tym jak startować co niedzielę przez miesiąc

Zawsze tak jest, że gdy chcę napisać posta przed zawodami to czas kurczy mi się w zastraszającym tempie. Jeśli dodamy do tego, że w zawodach tych moja firma jest partnerem, a jej liczne zasoby ludzkie ograniczają się w porywach do osób czterech i trzeba przygotować pakiety z nagrodami plus kilkaset produktów do sprzedaży na expo – okaże się, że czasu nie ma wcale i to na dużo ważniejsze rzeczy niż pisanie posta.

Przełom września i października okazuje się najbardziej pracowitym okresem biegowym w mojej historii (nie za długiej, ale zawsze). Przez cztery najbliższe weekendy będę w domu gościem i mam nadzieję, że moje koty z samotności nie zdziczeją. Jedni stwierdzą, że oszalałem, inni stwierdzili to już chwilę temu, ale od czerwca naprawdę stęskniłem się za startami na długim dystansie i po górach do tego stopnia, że gdy okazało się że pomiędzy Maratonem Warszawskim a Ultramaratonem Bieszczadzkim mam weekend luzu, z przyjemnością wcisnąłem weń Bieg Trzech Kopców w Grodzie Kraka. W tym miesiącu udało mi się zamknąć jedną rywalizację na Endomondo, która była kontynuacją ubiegłorocznej (o której pisałem TU) tyle, że próg kilometrów podwyższono do 1500. Fakt, że ścigałem się w niej od dłuższego czasu sam ze sobą, nie ma tu żadnego znaczenia. W ubiegłym roku 1000 kilometrów (historia rywalizacji klik) przebiegłem do sierpnia, w tym roku miesiąc później mam już tych kilometrów 1500, hehe ciekawe czy uda się dobić do 2000?

Już za kilka godzin wyjeżdżam na Zaporowy Maraton w Bieszczady (choć nie do końca są to Bieszczady), tam w niedzielę stanę na starcie Zaporowego Półmaratonu (takiego nieco dłuższego bo na 22 kilometry). Miała to być impreza, na której będę się ostro ścigał, ale nie wiem co z tego ścigania wyjdzie, bo od dwóch dni snuje się za mną jakaś francowata infekcja (nos zatkany, gardło drapie).

Tydzień później będę musiał dokonać cudu, nie, nie chodzi o to, że biegnę maraton, chodzi bardziej o zajęcia dodatkowe. MW biegniemy razem z Łukaszem, przy czym ja będę robił za zająca (czy też niańkę), bo Młody debiutuje na królewskim dystansie.  Oprócz tego na pobyt w Warszawie składają się sobotnie biegi Hunów (100 i 200m), Run BlogFest spotkanie na Narodowym 100 blogerów biegowych (same sławy i ja) i jeszcze obiecana Hunom wycieczka do Muzeum Wojska Polskiego. Będzie się działo.

W październiku czekają mnie dwie imprezy biegowe. Pierwsza – 4 października Bieg 3 Kopców, który wszyscy znajomi zachwalają, a że Kraków blisko i autostrada jest to bez rozpaczy pożegnałem się z pięcioma dyszkami wpisowego i jak zdrowie dopisze pobiegnę, jak to opisują organizatorzy, w biegu górskim wiodącym przez centrum miasta. Druga impreza październikowa to Ultramaraton Bieszczadzki (bo punkty do przyszłorocznego Rzeźnika trzeba zbierać) wiem, że mówiłem że Rzeźnik to była ostatnia impreza ultra w tym roku, ale będzie biegło kilku pĄpkinsów w tym Robert, którego będę namawiał do wspólnego startu w przyszłorocznym Rzeźniku. Dodatkowo jakoś nie mogłem oprzeć się wizji biegania po Bieszczadach jesienią.

Czekając na start

Czekając na start

Jak widzicie czeka Was w najbliższym czasie cztery relacje z biegów, może zmusi mnie to do systematyczności na blogu.A tymczasem ja już się nie mogę doczekać startu także ten – #goTiger i ruszam do Oreleca.