Październikowe [nie]bieganie

Ciężko jest podsumowywać, coś czego w zasadzie nie było. W ciągu minionych dziesięciu miesięcy tylko raz przebiegłem mniej kilometrów niż w październiku, było to w styczniu gdy budził się mój głód biegania. Budził się na kacu po dwóch miesiącach przerwy w bieganiu. Plany na nowy rok były jasne. Teraz znajduję się po drugiej stronie osi czasu, sezon niemal się skończył, plany zostały zrealizowane, pozostał mi start na 10 kilometrów za pięć dni i to będzie koniec sezonu biegowego 2014. Chyba najważniejszego w moim życiu, ale na podsumowanie roku przyjdzie jeszcze czas.

Podsumowanie listopada

Baaardzo kiepski miesiąc

 

Jestem bardzo rozczarowany, że nie mogłem wystartować w Maratonie Rzeszowskim, jednak nie chciałem kłaść na szali z trudem odzyskanego zdrowia i asekuracyjnie przeczłapać całego dystansu. Nawet uciekłem z Rzeszowa, żeby nie widzieć tych buzujących endorfin i nie żałować. Jednak w duchu byłem ze wszystkimi znajomymi, którzy zmagali się z królewskim dystansem. Dzwoniłem, zerkałem na Endomondo, przeżywałem nowe życiówki, lakjowałem.

 

W październiku przebiegłem tylko nieco ponad 47 kilometrów, wynik, który jest niczym w porównaniu z wrześniem, czy sierpniem. Gdzieś w głębi duszy mieszka sobie takie małe stworzonko, które mówi mi, że dobrze się stało, że odpocząłem, wyleczyłem się i wogóle. Z drugiej strony mieszka, pobudzona ambicja, której chce się więcej i więcej, kilometrów, startów, treningów. Bo chyba się uzależniłem od tego dreszczyku emocji, który wiąże się ze startem w biegowej imprezie, od tych chwil, w których przekraczając linię mety wznoszę ręce w geście zwycięstwa, wreszcie od tej dumy, którą odczuwam łamiąc kolejną życiówkę. Mam wrażenie, że emocje, które mi wtedy towarzyszą pozwalają mi być lepszym człowiekiem. Uff ale się patetycznie zrobiło.

 

Za pięć dni startuję w Rzeszowskim Biegu Niepodległości i znów będę gonił życiówkę, ale tę oficjalną z wymierzoną trasą i pomiarami czasu. No i będę gonił Matkę BO i pobiegnę w koszulce Smashing Pąpkins i jaram się normalnie tym startem jak przedszkolak lizakiem. Plan przewiduje zmieścić się gdzieś pomiędzy 45 a 48 minut, zważywszy na brak treningów może być ciężko, ale się pobiegnie. No i będą pĄpasy na mecie, bo plecy nie bolą. Z nowych imprez biegowych na horyzoncie pojawił się Zimowy Maraton Bieszczadzki planowany na 25 stycznia. Także tuż po Biegu Niepodległości wskakuję w kierat treningowy żeby nie dać plamy w zimie.


Jeszcze jedna sprawa: rozpoczyna się listopad. No dobra prawie ⅓ za nami, ale listopad wiąże się z akcją Movember, w tym roku postanowiłem się do niej włączyć i zapuścić wąsy (przy ogromnej dezaprobacie i niezadowoleniu mojej lepszej połówki). Nawet próbuję zmobilizować męską część Pąpkinsów do zapuszczenia wąsów. Ktoś zapyta po co to wszystko. Akcja ma na celu podniesienie świadomości społecznej na temat problemów zdrowotnych dotykających mężczyzn zwłaszcza raka prostaty tu znajdziesz więcej informacji o akcji. Czyli nie ważne jak głupio wyglądam z wąsami, ważne że gdy ktoś zapyta po co mi te głupawe krzaki pod nosem, opowiem mu o akcji movember. Liczę na movemberowĄ pĄpkinsową wĄs galerię. Moje pierwsze zdjęcie ukaże się gdzieś koło wtorku. Także zapraszam.