O tym, że mam dużo pracy, mało piszę i trochę biegam

Praca, praca i jeszcze raz praca. Tak można określić to co dzieje się u mnie od około półtora miesiąca. Ale jeszcze żyję, tym postem daję dowód życia i obiecuję Wam twórczą poprawę – bo lubię pisać.

Cały młyn zaczął się od tego, że pod koniec stycznia zakończyła się moja praca na etacie w firmie u kogoś. Co prawda nie z własnej woli, a na okoliczności temu towarzyszące wolę spuścić zasłonę milczenia, ponieważ pomimo upływu czasu budzą one mój niesmak. Jednak nie o tym, nareszcie miałem czas, żeby na poważnie i ostro zabrać się za budowanie marki, którą razem z moim wspólnikiem tworzymy z ogromną satysfakcją obserwując, jak  nasze wychuchane dziecko dorasta i staje się coraz bardziej dojrzałe. Normalnie serce rośnie. Jeśli ktoś śledzi mój profil na fejsie, to powinien skojarzyć o co kaman. A tym którzy nie wiedzą szybko wyjaśniam – od roku zajmuję się produkcją i sprzedażą naturalnych mydeł na bazie oliwy z oliwek, jeśli chcecie wiedzieć więcej o projekcie to klikajcie śmiało (CzysteMydło.pl) lub znajdźcie moją firmę na fejsie i koniecznie lajknijcie, jeśli projekt Wam się spodoba. Dla biegaczy przewiduję rabaty. W tej chwili testuję produkt, który będzie niejako dedykowany biegaczom. Wybrańcy będą mieli okazję osobiście potestować mydełko na swoich… ciałach, tuż po 10. PZU Półmaratonie Warszawskim.

Jednak nie samą pracą, żyje człowiek, treningów staram się nie odpuszczać (choć bywa ciężko zważywszy, że mydła to nie jedyne moje zajęcie), wszyscy wiemy co będzie w czerwcu, a do czerwca droga daleka i jest kilka startów testowych do zaliczenia. Piszę startów testowych, ale to nie będzie spacerek, ani wycieczka (bo plany na życiówki są), jednak forma jest budowana pod Rzeźnika i to wtedy ma przyjść jej szczyt (oby tak było, kciukasy zaciskać). Zacząłem pisać o startach, te zbliżają się wielkimi krokami i powiem Wam, że już się nie mogę doczekać, już chcę założyć pĄpkinsową lanserską koszulkę, przypiąć do niej numer startowy i gnać wśród takich samych pozytywnych postrzeleńców. Tęsknię za atmosferą związaną z zawodami, na szczęście już wkrótce będę startował co miesiąc, na coraz dłuższych dystansach. Odkryłem jeszcze jedną dziwną dla mnie, biegowego samotnika sprawę, lubię od czasu do czasu pobiegać w większej grupie, być może jest to substytut zawodów, tyle że bez otoczki i napinki na wyścig z czasem i innymi zawodnikami. Jakiś stopień socjalizacji, kiedyś na studiach na zajęciach z psychologii wyszło mi z testów, że jestem typem ze skłonnościami socjopaty, więc chyba bieganie wpływa na mnie dobrze 😉 Chyba będzie warto napisać o bieganiu w stadzie, osobnego posta.

Najbliższy start już 29 marca w Stolicy lubię tam biegać, choć poprzedni półmaraton okazał się nie do końca udany, to liczę na rewanż, na ciekawszej trasie, w doborowym towarzystwie Smashing Pąpkins i Brata. 10. PZU Półmaraton Warszawski ma być tym startem gdzie złamię 1:50, a może uda się uszarpać coś więcej (wszystko na to wskazuje). Co więcej ten start to będzie debiut startowy mojego Brata i bardzo mi zależy na tym, aby poczuł te emocje, tę adrenalinę, bo jak na razie łyknął biegowego bakcyla. Szczególnie, że Młody pobiegnie z koszulką z pięknym logo Smashingh Pąpkins i do tego będzie w naszej drużynie, już się nie mogę doczekać i oesu jak ja bardzo chcę, już być w Warszawie.

Jeśli chodzi o podsumowania (nie było ich od początku roku), myślę że klamrą spajającą początek roku będzie start w Warszawie. Mam nadzieję, że weryfikacja wyjdzie pozytywnie i wtedy pokuszę się o podsumowanie całych trzech miesięcy. Tymczasem staram się biegać po zróżnicowanym terenie, jeśli tylko mogę wyrywam się na jakieś podbiegi, ćwiczę, rozciągam się stabilizuję, choć cały czas mam odczucie że nie wystarczająco. Jest to odczucie subiektywne, to życie i start zweryfikują jak jest naprawdę.