Kłódka czyli historia pewnego treningu

O tym, że od pewnego czasu rozpoczęła się zima, każdy wie. O tym że zima zazwyczaj zaskakuje drogowców wie każdy. O tym że zaskakuje biegaczy dowiedziałem się pewnego niedzielnego poranka. Okazało się, że warunki “drogowe” są na tyle niekorzystne, że aby rozwijać założoną planem treningowym (dzięki Wybiegany!) prędkość musiałbym założyć nie buty a panczeny. Co robić – w głowie pojawia się kusząca myśl odpuścić, ale dusza wojownika (#goTiger zobowiązuje)  nie pozwala.

 

Głos rozsądku

Dusza wojownika, duszą wojownika jest jednak coś co nazywam głosem rozsądku, a co przemawia do mnie zwykle głosem NKE. – Potrzebujesz kontuzji? – I to pytanie zatrzymało mnie w drodze na oblodzone ścieżki. Marudziłem do NKE i do najlepszej drużyny Smashing pĄpkins, aż ktoś podpowiedział – idź chłopie na bieżnie do siłowni. Ok, raz kozie śmierć – pomyślałem zupełnie nieprzekonany, bo rekord odległości przebiegniętej na mechanicznej bieżni wynosił 3 km, a tu do przebiegnięcia jest 5x tyle. Jednak decyzja jest szybka lepiej zrobić trening niż nie. NKE znalazła szybko jakąś w miarę sensowną ofertę na jednorazowe wejście do siłowni (o ile 20 zł to rozsądna cena) i zebrałem się na trening. Z przyjemnością wybrałem biegowe, letnie ciuchy i do boju.

 

Nowe cuś

Na miejscu okazało się, ze nie znam się na korzystaniu z siłowni. Okazało się, że potrzebuję kłódki do szafki… No ok, automat z kłódkami stoi, ale… Oszczędzamy! Przebrałem się szybko, rzeczy wrzuciłem do worka, worek do szafki, szafkę przymykamy i…. Szybki rzut oka na nr szafki 113 ok na bieżnię go go go :D.

 

Nuda 15 kilometrów do  nudy

Biegnę… biegnę… nic się nie dzieje… Ściany, sufit, podłoga.. Powtórz… Blee… Próbuję się rozglądać, dostrzegam znajomą trzy bieżnie obok i próbuję zwrócić jej uwagę, przy okazji zwracania uwagi o mało nie zaliczam gleby tak spektakularnej, że wypadki BO to mniej niż pikuś. Ale nawet to nie wywiera na znajomej wrażenia. Zauważam jednak niepokojącą sprawę, zaczynam się rozpuszczać. Nigdy w życiu, biegając w największe upały nie sądziłem, że można się tak spocić. Widzieliście kiedyś Rafaela Nadala? Tak? to wiecie co mam na myśli, pot płynie ze mnie strumieniami, bieżnia się robi mokra.

 

Ludzie jakie to nudne

Jestem na 10 kilometrze, Oesu jeszcze 5. Spoglądam w okno widzę swoje odbicie, próbuję liczyć samochody – nuda. Widzę swoje odbicie i wstyd przyznać, jestem bardzo zadowolony z tego co widzę, pĄpki i brzuszki zrobiły robotę, regularny trening także. Łydka podaje, ramiona pracują, pot zalewa oczy. Ostatnie dwa kilometry przyśpieszam, chcę już mieć to za sobą, przełamałem barierę w głowie, po raz kolejny. Najpierw bieżnia i te cholerne kółka itp. teraz ten mechaniczny diabeł. No no no, głowa robi się coraz mocniejsza przed ultra jak znalazł.

 

A świat jedzie

Koniec, nareszcie przechodzę do marszu zwalniam, zatrzymuję to diabelstwo, schodzę i…. Czuję się jakbym odjeżdżał ze stacji metra. Świat jedzie. Gasz, ale będzie wstyd, jak się tu przewrócę, a tak było dobrze. Nie wiem czy to normalne, ale staram się utrzymać równowagę i w miarę równo dojść do szatni. Nie kręci mi się w głowie, tylko świat jedzie, później jakaś dobra dusza wyjaśniła mi, że to normalna reakcja oszukiwanego błędnika Już po chwili jest lepiej. Wchodzę do szatni, rzucam okiem na “moją” szafkę i z przerażeniem stwierdzam, że wisi na niej kłódka. Nosz #!%***, ktoś zdjął jedną kłódkę które wisiały luzem i zatrzasnął ją na mojej szafce, żartowniś się znalazł.

 

Kłódka

No wisi i nie jest to fatamorgana. Kurwa, w spodniach mam klucz do samochodu, jest minus 10 ja jestem w krótkich gaciach i bezrękawniku ciekawe jak dotrę do domu. Jestem na siłowni bez obsługi – FUCK!!! Jednak widzę pewne wyjście, na zewnątrz jest bar. Tam dowiaduję się, że mam szczęście bo jest jedna Pani, która bierze wielkie nożyce i CIACH. A w szafce… Kolejne FUCK! Nie moje rzeczy. Zaglądam do szafki obok, o…. SĄ. Nie wiem gdzie miałem mózg nie sprawdzając szafek obok pechowej ze wszech miar 113, nie jestem pewien czy w ogóle go mam. 

 

Wstyd

O ja pier… ku… ładnie zaje… Dobra, przebieram się i zastanawiam jak to będzie i nagle widzę Go… Idzie w ręczniku, patrzę, a na widok szafki numer 113 oczy robią mu się wielkości 5 złotówek. Pytam – Czy to jego szafka? On stwierdza, że tak. Grzecznie przepraszam i odkupuję mu kłódkę w automacie za 15 złotych, no cóż wypadł mi najdroższy trening w życiu. Człowiek uczy się przez całe życie. A Wam zdarzały się jakieś spektakularne wpadki na treningach?