Coś się kończy coś się zaczyna

Umarł Król niech żyje Król

11 listopada Biegiem Niepodległości zakończył się dla mnie mój drugi sezon startowy. Umarł król, niech żyje król. Wiecie, że nienawidzę pisać podsumowań, ale w związku z zakończeniem tego sezonu warto napisać kilka słów, bo ten sezon był pod wieloma względami dużo lepszy od pierwszego. Byłem bardziej świadom celu, swoich możliwości i ograniczeń (no czasami być może nie do końca). Ten post powstawał od ponad miesiąca. Dziś 27 grudnia, a pierwsze zdania napisałem będąc jeszcze w okresie roztrenowania. Długo przyszło czekać na zakończenie – owszem, ale zważywszy na natłok spraw, huśtawki nastrojów, karuzelę wydarzeń tak trzeba było.

 

Wspomnień czar

Rok 2015 to 12 startów, cztery ustanowione życiówki, na czterech różnych dystansach (maraton, półmaraton, 10 km i 5 km). Trzy przebiegnięte maratony (jeden zimowy Bieszczadzki, lekko wydłużony), trzy półmaratony (jeden górski), jeden bieg na 5 km, jeden 12 kilometrowy i jeden na 10 kilometrów. Wreszcie w tym sezonie przyszedł czas na debiut w biegach ultra. W pierwszym zapłaciłem frycowe i pomyliłem trasę, co zakończyło się stratą około 30 minut (tak wynika z moich obliczeń). Drugi to wymarzony w ubiegłym roku Bieg Rzeźnika. Wreszcie trzeci UltraMaraton Bieszczadzki, chyba najbliższy ideału i moich możliwości, z którego ukończenia cieszyłem się łkając jak dziecko. Po tym sezonie wiem też jedno: dużo bardziej bawią mnie biegi górskie i terenowe od płaskich. Przeżywałem w tym roku kilkukrotnie euforię z biegu po grani, ciesząc duszę otaczającą mnie przestrzenią. Tego nie mogą dać biegi uliczne. Dobrze stwierdził Marcin Świerc, którego spotkałem podczas odbierania pakietu na Maraton Krakowski, że bieganie po asfalcie to nuda.

W chwili gdy człowiek ma przerwę od biegania może się zastanowić co zrobił w tym sezonie dobrze, co źle. Ja w sumie nie mam rozterek, od początku roku podążałem uparcie za marzeniami i mam nadzieję spełniać swoje marzenia. A jakie są marzenia na sezon 2016?

 

Weryfikaca marzeń level hard.

23 – 11 – 2015 około południa

Spotniałymi i drżącymi ze zdenerwowania dłońmi, a raczej dłonią (bo w drugiej ściskam talizman) wyszukuję listę osób wylosowanych na przyszłoroczną edycję Zimowego Ultramaratonu Karkonoskiego. Niestety los nie okazał się dla mnie łaskawy, nie ma mnie na liście. Kilka godzin później okazuje się, że nie ma mnie na liście rezerwowej. Jestem cholernie wkurzony. Ten start po relacji Krasusa, był marzeniem. Ze wszech stron płyną słowa pocieszenia. Ale dla człowieka, który przywykł do faktu, że marzenia się spełniają w sercu pozostał smutek.

 

08-12-2015 wieczór

Jak wielu ultrasów i kandydatów na ultrasów nerwowo odświeżam fejsa. Już za chwilę kilkuset szczęśliwców dowie się, że wystartuje w przyszłorocznej edycji legendarnego Biegu Rzeźnika. Ja jestem pośród nich. Znów są nerwy i nadzieje i znów się okazuje, że karma to suka. Nie ma mnie wśród wylosowanych, a na liście rezerwowej jestem baaaardzo daleko. W przeciągu niespełna miesiąca moje ultra plany pogrążają się w niebycie. Jestem wściekły dodatkowo, że przecież w ubiegłym roku było dużo mniej szans się dostać. Zaczynam mieć focha, na losowania i biegi ultra.

 

Otaczają mnie wspaniali ludzie.

Nie muszę pisać jak bardzo zależało mi na startach w tych imprezach. Po losowaniach pozostała gorycz i smutek. Nie będzie zimowej przygody życia w Karkonoszach, nie będzie rewanżu z Biegiem Rzeźnika. Smuteczek. Nie, tak nie jest – bowiem wokół mnie są ludzie, biegacze, którzy jak nikt inni rozumieją jak drugiemu może zależeć na starcie w danej imprezie. Pierwszy w kalendarz wskoczył Bieg Rzeźnika, kiedy przyszło potwierdzenie mailowe, że jestem razem z Robertem na liście startowej, miałem łzy w oczach. Mail przyszedł prawie o północy, a ja nie mogłem przez to spać. Pod koniec maja stanę znów na starcie w Komańczy i spróbuję ramię w ramię z Robertem poprawić tegoroczny czas.

 

Nie minęło dwa dni od potwierdzenia startu w Biegu Rzeźnika, mój telefon dwukrotnie rozdzwonił się w ciągu kilku minut Dzwoniło dwoje pĄpkinsów z propozycją przekazania na moje ręce pakietu na Zimowy Ultramaraton Karkonoski. Ludzie jesteście niesamowici! Marcin – Ty wiesz. Kilka dni po moich urodzinach będę miał okazję ścigać się w Karkonoszach w biegu, który już stał się kultowy. Dzięki jeszcze raz. Postaram się Was nie zawieść.
Już wkrótce napiszę o reszcie planów na 2016 rok. Chciałbym żeby był to rok przekraczania granic, tych fizycznych i tych międzynarodowych. Muszę jeszcze ułożyć sobie kilka rzeczy w głowie, napisać wszystko na kartce, a potem o moich planach dowiecie się i Wy – mam nadzieję że poczekacie