Biegowy tysiąc czyli historia pewnej rywalizacji

ale o co chodzi

Miałem przyjemność brać w takiej udział z 6 innymi biegaczami. Ale od początku JK, czyli Jacka już znacie pisałem o nim we wpisie o Maratonie Krakowskim (kto nie czytał klik tutaj). Dwukrotnie zmierzyliśmy swoje możliwości biegowe na zawodach, trzecim starciem była rywalizacja na Endomondo, która została ochrzczona “1000 kilo biegusiem w rok”. Misja jasna – wyścig na dystansie 1000 kilometrów. Czas – jeden rok, ale kto pierwszy ten lepszy. Zwycięzca – może być tylko jeden. Nagroda – jak to określił Jacek – Niech to będzie naprawdę dobra whisky. Na zawodach raz był górą Jacek, raz Ja trzecie starcie po ośmiu miesiącach wygrał Jacek.

bez ciśnienia

Jeśli chodzi o zawody to nie było ciśnienia między mną a Jackiem na współzawodnictwo. No dobra, może ruszyło mnie to, gdy po samotnym biegu w Półmaratonie Rzeszowskim, minął mnie na ostatnich 200 m poklepując mnie po plecach, może ruszyło mnie przed Maratonem Krakowskim, gdy Jacek zaszydził z mojego planu przygotowawczego i nerwowo, do samej mety, oglądałem się za siebie czy znów mnie nie minie na ostatnich metrach, jednakowoż ciśnienia nie było. Jednak rywalizacja na Endomondo wyzwoliła w nas ogromnego ducha współzawodnictwa, nie wiem co motywowało Jacka, który przez cały wyścig prowadził ale ja gdy nadrabiałem stracone w styczniu i w marcu kilometry i sukcesywnie zmniejszałem dystans nas dzielący czułem moc. Jestem teraz w szczytowym okresie przygotowań do Maratonu Warszawskiego, takich rzeczy w bieganiu jakie robię w sierpniu i robiłem pod koniec lipca nie spodziewałem się w snach. Zdaję sobie sprawę, że po części jest to zasługą naszego wyścigu z Jackiem. Forma rośnie i napawa optymizmem zarówno przed niedzielnym I BMW Półmaratonem Praskim, jak również przed 36. PZU Maratonem Warszawskim i I Maratonem Rzeszowskim.

tych dwóch wspaniałych mężczyzn

Napisałem naszego wyścigu z Jackiem – no cóż zaczynało siedmiu biegaczy, ja z ostatniego miejsca po skacowanych 2 kilometrach przebiegniętych w Nowy Rok. Na koniec zostało nas tylko dwóch reszta powoli się wykruszała, część z lenistwa część z powodu kontuzji. Dość napisać, że goniłem dzielnie, po dwóch miesiącach miałem ponad 200 kilometrów straty. W dramatycznym z powodu mojej kontuzji marcu przewaga Jacka wzrosła niemal do 260 kilometrów, brakowało mu 20 kilo do półmetka rywalizacji. Kwiecień wyrównał się pod względem przebiegniętych km 124 do 126 dla Jacka, jednak kolejne miesiące to moja dominacja. W maju odrabiam ponad 60 kilometrów, w czerwcu jeszcze więcej bo 70 wydaje się że mam go na wyciągnięcie ręki początek lipca to jednak mój urlop i troszkę ponad tydzień bez biegania, ale i tak mam przewagę odrabiam 30 km. Sierpień decyduje o wyniku, wyścigu Jacek po siedmiu miesiącach ma 866 km ja 773. Niestety przegrywam, ale jedynie o 70 km gdy Jacek przekracza barierę 1000 km, ja mam ich 930. Magiczną granicę przekraczam tydzień później.

i co dalej? Czyżby biegowy Tour de Pologne?

Z perspektywy czasu widzę, że mogłem ten wyścig wygrać, gdyby nie kontuzja w marcu i gdyby nie urlop na przełomie czerwca i lipca, ale nie żałuję niczego. Raz, kontuzje się zdarzają, a tą szybko udało się opanować i wyeliminować, dwa miałem fantastyczny urlop, podczas, którego się regenerowałem, a trzy to Jacek trenował bardzo nierówno, on też leczył po Maratonie Krakowskim kontuzję, gdyby nie to już w czerwcu, a najdalej w połowie lipca byłoby po ptokach, jak mówili starożytni Rzymianie. Dzięki Jacku za fantastyczną rywalizację oraz motywację do treningów, które stoją za moją formą i jeszcze raz gratuluję zwycięstwa. Wygraną przez Ciebie whisky mam nadzieję wypijemy już po sezonie startowym, czyli gdzieś pod koniec listopada. Pytałeś ostatnio o następną rywalizację? Może wyścig wzdłuż granic Polski, czyli Biegowy Tour de Pologne?