78 kilometrów do nieba czyli plany i takie tam inne wywody

Była sobie krótka noc długiego weekendu czerwcowego (wiecie tego z Bożym Ciałem) Roku Pańskiego 2014, śpiąc na podcieniach Karczmy Brzeziniak przez dwie godziny nie śniłem nawet, że wkraczam na drogę z której nie ma powrotu. Do wyjazdu w Bieszczady namówił mnie Wojtek, który sobie tylko znanymi kanałami wkręcił nas do ekipy, która miała zrobić materiał filmowy z rozgrywanego po raz XI Biegu Rzeźnika. Czym jest Rzeźnik, wie chyba każdy szanujący się miłośnik biegania. To bieg kultowy, którego trasa prowadzi od Komańczy, czerwonym szlakiem, do Ustrzyk Górnych. Trudność tego biegu polega na tym, że biegnie się parami, co daje nam rachunek następujący dwie głowy do ogarnięcia w kryzysie, cztery bolące nogi, cztery kolana, dwadzieścia paznokci (u stóp) do zejścia, niezliczone miejsca do otarć odcisków i odkrycia, że może nas tam boleć. Przepraszam za ten przydługi wstęp, ale profani, którzy tu zaglądną muszą się dowiedzieć o co kaman z tym Rzeźnikiem. Robiąc materiał, wsiąkałem w atmosferę biegu, czułem ją każdą cząstką siebie i bardzo chciałem wziąć udział w tym szaleństwie. Tak jak rok wcześniej, gdy zamarzył mi się maraton, wtedy zamarzył mi się Rzeźnik. Nie będę się rozwodził dłużej nad tym co mnie przyciąga w tym biegu, w każdym bądź razie po konsultacjach i rozmowach zdecydowaliśmy się z Wojtkiem zaryzykować zawrotną kwotę 10 zł i zarejestrować się, aby wziąć udział w losowaniu. Tak, tak  żeby wziąć udział biegu, w którym trzeba się umęczyć, umordować i ómierać (cytując klaska), trzeba zostać wylosowanym spośród podobnych sobie wariatów. Miejsc startowych w losowaniu na tegoroczną edycję było 406 i Wojtek i ja w tej grupie się znaleźliśmy.

Tak się więc stało, że głównym planem na rok 2015 jest ukończenie Rzeźnika, głównym i najważniejszym. Amen. Na drugi plan schodzi kwestia zrobienia Korony Maratonów Polskich. Do czerwcowego dania głównego będę zmierzał etapami.

Etap I (styczeń)

Czyli pierwszy start  tego roku już za kilka dni. Nie będę się ścigać. Będę walczył z górami i zimą, na trasie Zimowego Maratonu Bieszczadzkiego. Plan jest taki żeby biec równo z moim Rzeźnickim partnerem Wojtkiem. Chcę poczuć góry, chcę się dowiedzieć jak bolą i jak smakują na biegowo. Czuję duży respekt przed tym biegiem, ale podkreślam, że traktuję go jako długi trening.

P.S. Oczywiście jak to ja, spóźniłem się z publikacją postu i jest nomen omen post factum, ale już wkrótce dowiecie się, jak to się robi zimą w Bieszczadach.

Etap II (marzec)

Coś od życia trzeba mieć. Jako że mój młodszy brat zapragnął zmierzyć się z połówką, zaproponowałem mu bieg w 10. PZU Półmaratonie Warszawskim. Od Maratonu we wrześniu odczuwam ogromną sympatię do naszej stolicy. Jeśli dobrze wszystko pójdzie będzie to czas ataku na złamanie 1:50. W Warszawie spotkam duże grono Smashing Pąpkins, więc impreza będzie przednia.

Etap III (kwiecień)

Kolejny długi trening, tym razem w Krakowie i może uda się dwa razy pozdrowić Wawel i Smoka, jeśli nie zaleje bulwarów nad Wisłą. I znów będą Pąpkinsi i będzie Jacek, z którym rywalizujemy po raz drugi tym razem na dystansie 1500 km, kto pierwszy, kupuje sobie dobrą whisky. (W tajemnicy zdradzę Wam że tym razem prowadzę, a nie gonię).
Z ostatniej chwili zostałem zapisany jako potencjalny zając na Półmaraton Rzeszowski. To będzie taki element szkolenia na Rzeźnika, będę się uczył odpowiedzialności za biegaczy, którzy zechcą mi zaufać i biec ze mną tak,  aby ukończyć połówkę w 2h.

Etap IV (maj)

Ultramaraton Podkarpacki jako przetarcie przed wisienką na torcie? Czemu nie. Nie musiałem nawet próbować się zapisać. Wszystko zrobił niezawodny Wojtek, a ja tylko wniosłem opłatę startową. No i pobiegnę sobie na dystansie 52 km, hooopsa.

Cel – Pal

Czerwiec miesiącem prawdy i próbą charakteru. Jeśli ukończę bieg, to tak na dokładkę przyjaciele postanowili na drugi dzień wziąć ślub i zaprosić mnie na weselicho, także tego ten będę tańcował :D.

 

Trochę tego dużo, ale cóż jeśli chce się przebiec Rzeźnika, trzeba solidnie pracować, zwłaszcza, że czasu coraz mniej. Poza startami, planuję z Wojtkiem przebiec trasę Rzeźnika etapami, jako rekonesans. Tak oto w tym poście odmieniłem przez prawie wszystkie przypadki słowo rzeźnik. Co się będzie działo w drugiej połowie roku dowiecie się w przyszłości. Niedalekiej.